Nowa kabina biznes w Dreamlinerach LOT-u nie będzie na razie oznaczała wyższych cen biletów. Jak powiedział Michał Fijoł podczas Kongresu Rynku Lotniczego, przewoźnik nie zamierza różnicować taryf wyłącznie na podstawie tego, czy pasażer trafi na samolot po retroficie. Problemem jest przede wszystkim brak możliwości zagwarantowania konkretnego wariantu kabiny na danej trasie.
Na przełomie roku na siatkę połączeń LOT-u powinien wejść pierwszy boeing 787 po modernizacji kabiny pasażerskiej. Retrofit ma docelowo objąć wszystkie samoloty we flocie przewoźnika znad Wisły, jednak proces będzie rozłożony w czasie. Oznacza to, że przez dłuższy okres flota dalekodystansowa polskiego przewoźnika będzie miała zróżnicowane konfiguracje klasy biznes.
Michał Fijoł, prezes narodowego przewoźnika, podczas rozmowy z dziennikarzami na Kongresie Rynku Lotniczego został zapytany o to, czy pojawienie się nowej kabiny biznes przełoży się na zmianę polityki cenowej przewoźnika. Z odpowiedzi prezesa wynika, że na razie LOT nie zamierza wprowadzać wyższych taryf tylko dlatego, że część boeingów 787 będzie wyposażona w nowy produkt premium. – Nie da się dostosować polityki cenowej do jednego wyretrofitowanego samolotu – powiedział Fijoł. Powód: brak wiedzy na zaś, który samoloty kiedy poleci.
Nowy produkt, ale bez gwarancji konkretnego Dreamlinera
Jednym z kluczowych problemów jest sposób planowania operacji floty. Pojedynczy samolot po modernizacji nie będzie przypisany na stałe do jednej trasy. Oznacza to, że pasażer kupujący bilet z kilkumiesięcznym wyprzedzeniem nie będzie mógł mieć pewności, że jego rejs zostanie wykonany właśnie przez Dreamlinera wyposażonego w nową kabinę biznes.
Przykładem jest np. Nowy Jork, gdzie przewoźnik wykonuje latem nawet zwielokrotnioną liczbę lotów tygodniowo. Nawet jeśli jeden z samolotów obsługujących trasę będzie już po retroficie, nie oznacza to, że właśnie on zostanie wykorzystany na konkretnym rejsie. – Jeśli do Nowego Jorku latamy trzy razy dziennie, to nie mogę również powiedzieć i zobowiązać się, że do Nowego Jorku będzie wyłącznie nowa kabina – zaznaczył Fijoł.
Z tego powodu LOT nie chce budować polityki cenowej w oparciu o produkt, którego obecność na konkretnym rejsie nie może zostać zagwarantowana. – To, że teraz nagle klasa biznes, że ja obiecam pasażerowi, że poleci wygodną, nowiutką, zamykaną kabiną LOT-owską, a tymczasem trafi się jakiś inny samolot, równie wygodny, ale jednak nie tuż po retroficie… Nie robimy – powiedział prezes.
„Fair offer”
Podejście polskiego przewoźnika różni się od praktyki stosowanej przez część konkurentów. Linie lotnicze często wykorzystują wprowadzenie nowego produktu jako okazję do podniesienia cen taryf premium, nawet jeśli nowa kabina jest dostępna początkowo tylko na części floty i na wybranych rejsach. LOT zamierza natomiast poczekać z istotniejszą zmianą polityki cenowej do momentu, kiedy nowa konfiguracja będzie znacznie szerzej dostępna.
Kluczowa ma być więc nie premiera pierwszego zmodernizowanego „Liniowca Marzeń”, lecz stopień ujednolicenia floty. – Retrofit będzie chwilę trwał; jest to długi proces – wskazał Fijoł. Nie jest to zaskakujące, jeśli weźmie się pod uwagę, że polskie linie lotnicze mają 15 „Liniowców Marzeń”, a na odbiór czekają cztery Dreamlinery:
dwa po Thai Airways i
dwa po Virgin Atlantic.
Prezes podkreślił również, że przewoźnik chce unikać sytuacji, w której pasażer zapłaci więcej za obietnicę nowego produktu, a ostatecznie otrzyma inną konfigurację kabiny. – Stawiamy na fair dyskusję z naszym pasażerem – powiedział.
Premium nie tylko w klasie biznes
LOT chce jednocześnie wykorzystywać możliwości, jakie daje nowa konfiguracja samolotów, również w innych segmentach kabiny pasażerskiej. Prezes Fijoł wskazał, że modernizacja może stworzyć przestrzeń do sprzedaży dodatkowych produktów i usług, w tym potencjalnych upgrade'ów. Jednym z rozważanych elementów ma być odpowiednie wykorzystanie przestrzeni w przedniej części kabiny ekonomicznej (
nowy fotel ma oferować większy komfort podróży dzięki zwiększonemu rozstawowi foteli oraz wbudowanemu podnóżkowi).
Modernizacja może stanowić podstawę do stworzenia dodatkowego produktu, który pozwoli pasażerom uzyskać bardziej komfortowe warunki podróży. Nie oznacza to jednak, że LOT będzie przedstawiał każdą konfigurację jako pełnoprawną klasę biznes. Fijoł nawiązał do
wcześniejszej polityki przewoźnika, kiedy w połączeniach pozaeuropejskich, m.in. do Kazachstanu, Uzbekistan czy Zjednoczonych Emiratów Arabskich, wykonywanych przez boeingi 737 MAX, jako klasę biznes oferowano rozwiązanie polegające na pozostawieniu wolnego sąsiedniego fotela.
LOT zmienił w tym zakresie podejście. – Jak nasi pasażerowie kiedyś mieli kłopot z tym, że biznesem nazywamy wolny fotel z boku do Taszkentu czy do Dubaju, to teraz sprzedajemy tam wyłącznie ekonomię premium i nie mówimy naszemu pasażerowi, który potencjalnie oczekuje płaskiego łóżka, że to jest pozaeuropejski biznes – powiedział Fijoł.
Na wyższe ceny trzeba poczekać
Wprowadzenie pierwszego zmodernizowanego Dreamlinera nie będzie więc dla LOT-u automatycznym sygnałem do podniesienia cen klasy biznes. Przewoźnik chce uniknąć sytuacji, w której taryfa będzie uzależniona od produktu znajdującego się na pokładzie konkretnego samolotu, mimo że pasażer nie będzie miał możliwości zagwarantowania sobie jego obecności.
W praktyce oznacza to, że w okresie przejściowym LOT będzie musiał zarządzać kilkoma standardami kabiny premium, jednocześnie utrzymując spójne zasady sprzedaży. Dopiero wraz z postępem retrofitu i większym ujednoliceniem floty pojawi się możliwość bardziej zdecydowanego powiązania ceny biletu z nowym standardem produktu.
To podejście może być mniej agresywne cenowo niż strategie stosowane przez niektórych konkurentów ze Starego Kontynentu (np. Lufthansa), ale jednocześnie ma ograniczyć ryzyko rozczarowania pasażera, który zapłaciłby wyższą cenę za nową produkt biznesowy, a ostatecznie poleciałby samolotem w starszej konfiguracji. – Także to fair offer – podsumował prezes LOT-u.